Historia Matiego

„Dzień dobry,

szukam pomocy dla mojego ukochanego labradora Matiego…” – tak zaczynał się pierwszy mail do pani Bogusi…
Mój trzyletni wtedy labrador od kiedy skończył rok ciągle chorował. Początkowo jego problemy były diagnozowane jako niestrawność, zjedzenie "czegoś" na dworze, przejedzenie itp. Potem diagnozy poszły w kierunku podrażnienia wątroby lub pasożytów.

Pomimo żywienia gotowanym jedzeniem regularnie powtarzały się wymioty, osłabienie i biegunki. Miał robione szerokie badania krwi, USG, RTG. Żadnych zmian nie stwierdzono.

Ponieważ wiedziałam, że pies niczego się nie najadł, te nawracające historie budziły coraz większy niepokój. Antybiotyki pomagały na 3 dni a potem wszystko zaczynało się od nowa – praktycznie co tydzień musiałam odwiedzać weterynarza.

Na początku 2016 r. tak wymiotował, że konieczna była wizyta w klinice. Oczywiście wykonano komplet badań i nic „nienormalnego” nie stwierdzono. Udałam się do kolejnego specjalisty na USG – zdiagnozowano lekki stan zapalny jelit. Zalecono bezwzględnie karmę weterynaryjną i tylko tą karmę miał jeść do końca życia.

Lekarz homeopata sugerował jednak nie rezygnować całkiem z podawania gotowanego jedzenia i odradzał „chrupki” jako docelowy sposób żywienia. Muszę przyznać, że po lekach homeopatycznych i tej karmie poprawiło się o tyle, że przestał wymiotować i nawroty nie były tak częste. Już trochę odetchnęłam ale w czerwcu 2016 złapał Kokcydiozę.

We wrześniu znów incydent z biegunką, a w listopadzie apatia i bolesność wątroby – nie chciał jeść ani spacerować, nie spał w nocy. Powtórzyłam wszystkie możliwe badania krwi łącznie z testem na alergię i badanie tarczycy, USG i badanie kału. To ostatnie wykazało niewielką ilość niestrawionych kropelek tłuszczu i sporą ilość skrobi. Prowadzący go lekarz podejrzewał przewlekłe zapalenie trzustki.

Czytając na ten temat natrafiłam na artykuł opisujący dokładnie to co dzieje się z moim psem, opis dolegliwości przy
jednoczesnym zachowaniu dobrych wyników badań krwi… Dalej przetrząsałam internet godzinami, żeby pomóc mojemu psu.

Wtedy natrafiłam na bloga Psie Diety – czytając artykuły i opisy opiekunów innych psów wiedziałam już, że to dobry adres.

Pani Bogusia zapoznała się z wynikami badań, przeprowadziła szczegółowy wywiad dotyczący leczenia, żywienia, otoczenia i zachowania mojego psa. Okazało się, że przyczyną dolegliwości była dysbioza. Zalecona dieta oraz preparaty dostosowane do jego potrzeb (Regavet, Cytovet, Probiovet; potem Fytovet, Renovet, Vitaflorin, Gynovet)
już po pierwszych dwóch tygodniach zaczęły przynosić efekty – widać było lekką poprawę, a potem było już tylko lepiej. Codzienny kontakt pozwalał na wyjaśnienie wszystkich wątpliwości. Od stycznia byliśmy u weterynarza tylko raz. Biegunki i wymioty ustały. Czasem zdarzają się lekkie podrażnienia przewodu pokarmowego objawiające się głównie wypryskiem na łapce ale ogólnie pies funkcjonuje normalnie.

Wreszcie mogłam odetchnąć wiedząc i widząc, że Mati czuje się lepiej – jest radosny, znów biega i bawi się
jak szczeniak.

Jestem bardzo wdzięczna za bardzo fachową i szybką pomoc. Polecam współpracę z panią Bogusią z całego serca 🙂

Magda

Bardzo dziękuję za dobre wiadomości 🙂

Opiekunowie korzystający z metod naturalnych muszą aktywnie uczestniczyć w terapii. Podczas niekiedy codziennych kontaktów, opiekun musi być partnerem, w miarę możliwości odznaczającym się szerokimi horyzontami. Jeśli partner nie posiada pewniej wiedzy, nie jest do pewnego stopnia „wtajemniczony” to współpraca napotyka na trudności i ciężko jest znaleźć obopólnie akceptowaną metodę postępowania terapii.

Przestrzeganie diety i jej zestawienie również zależy w dużej mierze od opiekuna.

I tak w tym przypadku się stało. Pani Magda była bardzo zdyscyplinowanym opiekunem i dzięki swojej pracy osiągnęła sukces. Trzymam mocno kciuki za Matiego.

Dodaj komentarz