Co u nas słychać ?

Minął dokładnie rok kiedy to po raz ostatni opisałam naszą historię.

Od lutego ubiegłego roku zmieniło się trochę w naszym psim życiu.

Daszeńka w pełni wróciła do zdrowia. Znowu, a właściwie przez cały czas stosujemy profilaktykę, żeby zapobiec rozwojowi jej chorób. Chyba już wystarczy tego, jak na jedno małe ciało.

Ostatnio pisałam o naszej diecie, że było to gotowane jedzenie. Organizm akceptował taki sposób żywienia ale Dasza nie przybierała na wadze. Podanie większej ilości tłuszczu kończyło się luźnymi kupkami, a ja wtedy umierałam ze strachu, że to znowu nawrót choroby. Do dzisiaj tak jest. Każdy odgłos z brzucha Daszy, szczególnie w nocy powoduje, że budzę się natychmiast i nasłuchuję. Mam nadzieję, że i takie reakcje powoli u mnie znikną.

Bardzo chciałam aby Dasza przybrała na wadze.

Postanowiłam poszukać najlepszej karmy dla mojej suni.

W Zooplusie znalazłam  karmę niemieckiej firmy wytwarzaną w niskich temperaturach. Miała fajny skład jagnięcina i kaczka oraz warzywa. Z dnia na dzień dokonałam zmiany karmy z gotowanej na suchą. Nie myśl sobie, że zrobiłam to ze spokojem. BARDZO się bałam reakcji organizmu Daszy. I o dziwo – nic się nie stało. Dasza zaakceptowała te karmę. Okazało się jednak, że do czasu. Wszystko byłoby fajnie tylko sunia jest uczulona na kaczkę i pojawiła się reakcja alergiczna. Po niecałych 2 miesiącach podawania tej karmy zaczerwieniły się mocno uszy. Ale kupki były bardzo ładne. No cóż, trzeba było natychmiast odstawić suszki. Znowu poszukiwania i bingo. Mamy następna karmę wieprzowina z warzywami i owocami. W karmie jest więcej tłuszczu.

Kolejna próba. Organizm reaguje znowu doskonale. Karma została przyjęta. Kupki malutkie, czyli przyswajani i trawienie w porządku.

Ale nie łódźmy się suszki, to suszki. Choćby były produkowane z najlepszych produktów to jednak sztuczne jedzenie. Po miesiącu niby jest dobrze ale w nocy Dasza czuła się niezbyt dobrze. Pojawiło się mlaskanie, odbijania się. Z posłania wstawała z trudem.

Znowu organizm odrzuca to „niby najlepsze” jedzenie. Sunia nie nabiera wagi. Podaję organiczne suplementy i leki homeopatyczne na odciążenie wątroby. W międzyczasie poszukuję karmy takiej aby zawierała jagnięcinę  i warzywa, a więc „zbliżoną” do naturalnego pokarmu. Zanim znalazłam taką moją uwagę zwróciła karma weterynaryjna Trovet. Karma ta ma dosyć pochlebne opinie. Wyprodukowała nawet nowe jedzenie z larw much wojowników.

O, to może będzie dobry wybór. Białko larw nie obciąży nerek suni, ani nie spowoduje alergii. Byłam zadowolona. Może wreszcie Daszka przytyje. Podawanie suni karmy miało tylko na celu zwiększenie jej masy. Miało być to tymczasowe. Karma super, ale kupy wielkie. No nic. Próbujemy jagnięciny z ryżem tej samej firmy. Bingo. Znowu dobrze:).

Po kupieniu 3 kg na próbę, przeczytałam dokładnie skład karmy. Zaintrygowały mnie  przeciwutleniacze, których nazw nie podano. Zadzwoniłam do dystrybutora, a ten z rozbrajającą szczerością powiedział, że to BHT i BHA. Oczywiście ich dodatek jest zgodny z normą UE. Natychmiast pozbyłam się worka, wylądował na śmietniku. Nie miałam nawet sumienia wieźć go do schroniska. Nie przyłożę ręki do zatruwania psów. Ja, która szczególnie dba o to, co kładzie na talerzy, ja która stosuje organiczne suplementy aby żyć miałam świadomie truć i rujnować zdrowie mojej Niusi. NIGDY.

W karmie z larwami nie było tyego świństwa więc podawałam ją i przeszukiwałam intensywnie Internet żeby NATYCHMIAST znaleźć coś do jedzenia dla Daszy.

Znalazłam w Niemczech firmę, z którą współpracuję – Reico. To firma produkująca karmy w niskich temperaturach. Ponieważ to niewielka firma więc i asortyment niewielki. Ale za to zdrowy i do przyjęcia przeze mnie. Miałam do wyboru – królika, jagnięcinę, łososia i kurczaka. Właściciele Reico starali się pomóc mi w moich problemach – polecając odpowiednią karmę. Wybrałam jagnięcinę. Karma rewelacyjna, polecam ją moim psim pacjentom w problemach ze zdrowiem. Karmę tę można traktować również jako karmę weterynaryjną.

Jedyna jej wadą było to, że ma mało tłuszczu. Sunia nie przytyła.

I tak dotrwałyśmy do końca grudnia ubiegłego roku.

Na początku stycznia posadziłam Niusię przed sobą i przeprowadziłyśmy POWAŻNĄ rozmowę.
–  Kochana, chciałabym abyś wreszcie wyglądała jak terier rosyjski, a nie chart. Spróbujemy surowego jedzonka. Do tej pory jakoś nam się nie udawało, ale teraz postaramy się. Będzie dobrze, obiecuję Ci Moje Słonko.

Kupiłam żołądki z treścią, skompletowałam naturalne leki i suplementy organiczne.

Zaczęłam podawać żołądki.  Kilka razy dziennie.
Wdrożyłam leki naturalne z medycyny ayurwedyjskiej :

Triphala działanie:

– likwiduje zaparcia, oczyszcza i tonizuje przewód pokarmowy,
– odtruwa organizm i polepsza wchłanianie substancji odżywczych,
– obniża podwyższone ciśnienie krwi i poprawia jej reologię,
– łagodzi pracę jelit przy zapaleniu oraz polepsza stan pacjentów z Diverticulosis (uchyłkowatość jelita grubego),
– skuteczna w zespole wrażliwego jelita i wrzodziejącym zapaleniu jelita grubego,
– znosi uporczywe biegunki i kurczowe bóle jelit,
– pomaga przy otłuszczeniu wątroby i serca,
– działa przeciwwirusowo, przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie,
– pomaga oczyścić z toksyn wątrobę i krew,
– pomocna w wydalaniu kamieni z dróg moczowych,
– przyspiesza odbudowę nabłonka,
– zapobiega starzeniu się organizmu (szczególnie wzmacnia wzrok, włosy, jasność umysłu i głos),
– pomaga w zwalczaniu nadwagi,
– pomaga w zwalczaniu zapaleń oczu,
– pomaga w leczeniu tłuszczaków.

Wskazania

– dolegliwości żołądkowo-jelitowe
– uporczywe biegunki
– zaparcia
– niestrawność i zgaga
– wzdęcia i gazy
– Zespół Jelita Drażliwego
– wrzodziejące zapalenie jelita grubego
– uchyłkowatość jelita grubego
– otyłość i nadwaga
– osłabiona odporność
– nadciśnienie tętnicze

Ashvaganda ma działanie pozwalające zaadoptować organizm do czynników stresowych i utrzymać homeostazę. Minimalizuje rozregulowanie organizmu, które może prowadzić do chorób niezależnie od wywołującej je przyczyny: ubogiej diety, braku snu, fizycznego czy psychicznego obciążenia, substancji toksycznych w otoczeniu. Jest szczególnie skuteczna w terapii chorób związanych ze stresem takich jak zapalenie stawów, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, ogólne wycieńczenie itp. Ashwagandha jest wyjątkowym ziołem o szerokim antystresowym działaniu, pozwala na lepsze funkcjonowanie w warunkach codziennego stresu.
Wyciąg z korzenia Ashwagandha ma znaczący wpływ na wzrost hemoglobiny, erytrocytów i białych krwinek.

Wielu badaczy porównuje Ashwagandhę z chińskim żenszeniem, ale najnowsze badania wskazują na wyższość Ashvagandhy.

Leki te wprowadzam powoli tak aby organizm je zaakceptował.

Urozmaicam dietę o nowe rodzaje mięsa, choć jak zapewne pamiętasz, Dasza ma hiperuricosurię i za wielkiego wyboru mięsa nie mamy. Ale zjada baraninę, królika, indyka, teraz spróbujemy sarny i dzika.

Dodatkowo podaję skorupki z jajka, spirulinę 2 g, chlorellę 1 gram.
Aby wapń nie gromadził się w tkance mięśniowej tylko w kościach i stawach podaje Daszy jeszcze wit. D3 i K2 oraz wit. C. Ktoś powie dużo tego. No może dużo, ale dzięki temu sunia w czerwcu skończy 6 lat i jak na tak upośledzonego genetycznie psa ma się dobrze.

Ach i najważniejsze. Obecnie Daszeńka waży już 38 kg. Mam nadzieję, że do wiosny będzie już fajną sunią :).

Wiem, że w przyszłości będę miała jeszcze jednego teriera rosyjskiego. Na pewno nie kupię go w Polsce. Mając tak przykre doświadczenie na samą myśl o tym, że miałabym znowu przeżywać to, co przeżywam w tej chwili, odechciewa mi się polskich hodowli. Byłabym niesprawiedliwa, gdybym wszystkich hodowców CTR umieściła w jednym worku. Przyznaję że jest klika hodowli, które dbają o swoje dobre imię. Ale ja i tak bałabym się kupić u nich szczeniaczka. Ten lęk pozostanie we mnie na zawsze.

Miejsce odpoczynku naszej młodzieży.

Kolejna sprawa.

Jak zapewne niektórzy zauważyli, zmieniłam zasady udzielania porad i konsultacji. Niektórzy opiekunowie przyjęli to do wiadomości, niektórzy nie. Na całym świecie dietetycy pobierają wynagrodzenie za swoją pracę. To co robię, to też moja praca. Chciałabym aby ci, którym się to nie podoba – zrozumieli to. Można zawsze udać się do dietetyka weterynaryjnego i poprosić o ułożenie diety. Zapewniam, że i u niego również należy liczyć się z wydatkiem za opracowanie jadłospisu. I tak naprawdę na opracowaniu u niego diety wszystko się kończy. Moja praca wygląda zupełnie inaczej.

Dziennie opracowuję 2 – 3 diety ( 3 – 4 godziny) – dlatego czasem osoby zwracające się o pomoc po raz pierwszy trochę muszą poczekać na odzew z mojej strony.  Kolejne 4 godziny to konsultacje – Skype, telefon, e-mail. Pozostały czas poświęcam psu, a na końcu swojej rodzinie. Sobie najmniej. Ale czego nie robi się dla swojego przyjaciela. Dla mnie najważniejsze są jej roześmiane oczy i pysio. Reszta jest nieważna.

Z wdzięcznością.

Dodaj komentarz